|
„Z najbliższego słupa dobiegało ochrypłe, bezsensowne śpiewanie. Wiszący na nim Gestas pod koniec trzeciej godziny oszalał od much i słońca. Nucił teraz coś cicho o winorośli, kręcąc co jakiś czas pokrytą zawojem głową; much wzbijały się wówczas leniwie z jego twarzy, by zaraz na nią wrócić.
Dismas na drugim slupie cierpiał bardziej niż dwaj pozostali, gdyż nie popadł w omdlenie, często i miarowo kręcił głową to w prawo, to w lewo, tak, by uchem dotykać ramienia.
Jeszui powodziło się lepiej niż tamtym. Już w pierwszej godzinie zaczął mdleć, a potem stracil przytomność i zwiesił głowę w rozwiniętym zawoju. Toteż muchy i ślepaki pokryły go zupełnie i twarz skazańca przestała być widoczna pod czarną, ruchomą maską. Tłuste ślepaki obsiadły pachwinę, brzuch i pachy, ssąc pożółkłe obnażone ciało.
Posłuszny gestom człowieka w kapturze, jeden z oprawców wziął włócznię, drugi zaś przyniósł pod słup wiadro i gąbkę. Pierwszy uniósł włócznię i trącił nią kilkakrotnie najpierw jedną, a potem drugą rękę Jeszui; obie były rozciągnięte i przywiązanie sznurami do poprzecznej belki. Ciało z wystającymi żebrami drgnęło. Oprawca przesunął końcem włóczni po brzuchu. Wtedy Jeszua uniósł głowę, brzęczący rój much poderwał się i ukazała się nabrzmiała od ukąszeń twarz powieszonego; zmieniona nie do poznania twarz o opuchniętych oczach.
Ha –Nocri rozwarł powieki i spojrzał w dół. Jego oczy, zazwyczaj jasne, zmętniały.
- Ha-Nocri ! – powiedział oprawca.
Ha-Nocri poruszył spuchniętymi wargami i odpowiedział ochrypłym, zbójeckim głosem:
- Czego chcesz ? Po co do mnie przyszedłeś ?
- Pij - powiedział oprawca i podniósł ku wargom Jeszui nasiąkniętą wodą gąbkę. W oczach tamtego błysnęła radość; przylgnął ustami do gąbki i zaczął łapczywie wysysać wilgoć. Z sąsiedniego słupa dał się słyszeć głos Dismasa:
- To niesprawiedliwe ! Jestem takim samym złoczyńcą jak on !
Dismas naprężył się, ale nie mógł się poruszyć; jego ręce były po trzykroć przywiązane do belki pętlami powrozów. Wciągnął brzuch, wpił się paznokciami w końce belki, głowę zwrócił w stronę słupa Jeszui. Wzrok jego wyrażał (…)”
Michaił Bułhakow Mistrz i Małgorzata
tłumaczenie: Andrzej Drawicz
______________________________________________________________________________________________________________
Jego wzrok wyrażał prawie wszystko: pragnienie, ból, cierpienie, żal, rozpacz, rezygnację, upór, nadzieję, zwątpienie, strach, zazdrość, nienawiść, niedowierzanie, ból, rozpacz, pragnienie, nadzieję, konanie, miłość, nienawiść, znowu jeszcze większy ból, wciąż narastający, okrutny, bezlitosny; niezrozumienie, niepogodzenie się, wciąż to samo pytanie, i znowu samotność, zbliżający się koniec, po trzykroć i stokroć nienawiść, błysk na czarnym niebie, odgłos grzmotu na dalekich skałach, zapach kwiatów na łące, ogród i kwitnące w maju drzewa, głos ptaków o czwartej nad ranem, twarze oprawców, wielkie niespełnione pragnienie, drganie powiek i mięśni nóg, drganie serca, gorycz i suchość, coraz większa cisza i słońce w ciemności na rozkwitającym niebie, szum morza spływającego po skałach, odgłos kroków za drzwiami, czyjeś oczy wpatrzone w szczyt góry (…); i głos, ten sam głos, który kiedyś (…); w środku ciała nie ma już serca, lodowatość wypełzająca ze wszystkich ran, coraz większa cisza, ostatnie uderzenia, coraz wolniejsze
jakieś niezdarne
jakby inne
dalekie
obce
nie
(..)
|