|
Ernst Ludwig Kirchner urodził się 6 maja 1880 roku w Aschaffenburg. W wieku 21 lat podjął studia architektoniczne w drezdeńskiej Technische Hochschule, które potem kontynuował w Monachium w latach 1903-1904, by uzyskać dyplom znowu w Dreźnie w 1905 roku. Ale nigdy nie podjął pracy w swym wyuczonym zawodzie: w czerwcu tego samego roku wraz z innymi podobnymi sobie zapaleńcami malarstwa wśród drezdeńskich adeptów architektury - Erichem Heckelem, Karlem Schmidt-Rottluffem i Fritzem Bleylem – założył słynną później formację artystyczną zwaną Die Brücke (Most). Odtąd już tylko malarstwu, grafice i rzeźbie poświęcił całe swoje życie i swój wielki artystyczny talent. A także cudownemu dla wielu facetów zjawisku KOBIECOŚCI. W 1906 roku, a może nawet nieco wcześniej - Kirchner poznał o 4 lata od siebie młodszą pannę Doris Große, w której odnalazł swój ideał kobiecego piękna: ta będąca jego charakterologicznym przeciwieństwem młoda dama – delikatna, ciepła i piękna, jak pisał o niej Bleyl – szybko stała się ulubioną modelką szalonego Kirchnera i jego najbardziej grzeszną kochanką. Nazywał ją pieszczotliwie ‘Dodo’ i w ciągu paru lat ich wspólnego życia stworzył bardzo wielu jej wizerunków, portretów i aktów: w słynnym ‘Stojącym akcie w kapeluszu’ z 1910 roku namalował ją na obraz i podobieństwo Venus Łukasza Cranacha Starszego. Chociaż Doris pokazywała się również na obrazach innych ‘Mostowiczów’, zwłaszcza Heckela - to zdaje się, że Kirchner był o nią zdecydowanie zazdrosny i nie pozwalał jej pozować komukolwiek innemu zbyt często; a już nigdy do aktów. Niewykluczone też, że ta uboga dziewczyna , wraz ze swą siostrą Friedą, wspomagała finansowo swego ukochanego geniusza, który w ich wspólnych czasach nie potrafił jeszcze zarobić na życie swym malarstwem. Niektóre istoty tak mają..
W latach 1907-1911 Ernst Ludwig Kirchner spędzał zwykle lato w Goppeln, nad jeziorami wokół Moritzburga i na wyspie Fehmarn – najczęściej w towarzystwie innych ‘Mostowiczów’ oraz najprzeróżniejszych pięknych kobiet: malował je wtedy nagie i w przerwach doskonalił wraz z nimi inną wielką sztukę: ‘ars amandi’. Był bowiem podówczas zdeklarowanym wyznawcą prawdziwie wolnej miłości. W 1911 roku Kirchner rozstał się z Dreznem i swą Dodo: przeniósł się do Berlina, otworzył nowy rozdział w historii swego życia i wkrótce poznał też Ernę Schilling: z tą Panią był za to razem aż do swojej śmierci. (CDN)
Głównie właśnie tym dwu okresom w życiu i twórczości Ernsta Ludwiga Kirchnera - drezdeńskiemu i temu późniejszemu, berlińskiemu: ale także jeszcze wczesnemu okresowi w Davos – poświęcona jest znakomita wystawa w salzburskim Muzeum Sztuki Współczesnej Mönchberg. Ponieważ kończy się ona już za dwa tygodnie, zapraszam Państwa na parę wspaniałych momentów pędzla Kirchnera. Oto ‘Autoportret z Kobietą’, rok 1914/15. To jeden z wielu autoportretów artysty, namalowany jeszcze przed traumą wojny. Niespełna rok później Kirchner służył już w Mansfelder Feldartillerieregiment Nr. 75 in Halle/Saale i jego kolejny autoportret z kobietą wygląda już zupełnie inaczej: proszę zwrócić uwagę na odrąbaną prawą dłoń malarza. Czy to symbol ? I czego ? Strachu ? Unicestwienia ? Utraty odwagi, artystycznej płodności, samej wreszcie męskości ?
Ale są na tej wystawie na szczęście inne jeszcze sceny: oto ‘Akt leżący z lustrem’. Nie wszystko co prawda mi się zgadza z tym lustrem – z tym, co w nim widzimy – ale przecież nie wszystko zawsze musi nam się w lustrze zgadzać. Tak, jak nie do końca możemy wyczuć istotę Sceny ulicznej z 1926 roku: tej naprzeciwko salonu fryzjerskiego. Twarze kobiety i mężczyzny: co one sobie chcą w tej właśnie chwili powiedzieć ?
Ale na koniec proponuję wspaniały krajobraz alpejski z 1919 roku: To masyw Junkerboden. Wkrótce po wojnie Ernst Ludwig Kirchner osiedlił się niedaleko Davos, w Szwajcarii. Tam właśnie powstawały jego wielkie pejzaże gór i kolorów - dopóki ten zdegenerowany artysta nie stracił już całkiem nadziei. Ale to był już rok 1938 i ludzka nienawiść do OBCYCH rozkwitała w pięknym niemieckim kraju.
Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zaprosili Państwa na jeszcze coś jeszcze innego, równie wspaniałego. Więc zapraszamy.
|