|
Poznań chyba zawsze był dobrym miejscem dla sztuki, ale niemal każdej nowej wiosny można tam zakosztować czegoś naprawdę szczególnego: to tak jakby ten wspaniały czas zakwitania wszystkiego w Arboretum potrafił nieomylnie nasycać przedziwne ludzkie klimaty tworzenia. Tego roku - od samego w końcu najpiękniejszego w świecie pierwszego dnia wiosny, aż do 6 czerwca – w Galerii Malarstwa i Rzeźby przy Alejach Doktora Marcina zastaniemy polskie malarstwo drugiej połowy XIX wieku; Czasy między innymi artysty Józefa Chełmońskiego herbu Prawdzic, prawdziwego znawcy babiego lata; i artysty Adama Chmielowskiego, znanego od 1887 roku bardziej jako Brat Albert: przechodzimy zawsze obok niego idąc szlakiem na Kalatówki i Kondratową. A także czasy innego jeszcze artysty, Stanisława Witkiewicza: do dzisiaj odwiedzamy go czasami jeszcze przed wieczorem na Pęksowym Brzyzku: jesteśmy bardzo już zwykle wtedy zmęczeni całodzienną wędrówką po górach, ale przecież wciąż jeszcze tak bardzo chcemy i wciąż jeszcze czegoś potrzebujemy - a może nawet wtedy jeszcze bardziej, niż kiedy indziej..?
Ta wystawa zgromadziła wiele znakomitych dzieł wielu znakomitych artystów. Najwięcej i najlepiej dowiecie się Państwo o niej w samym Poznaniu, albo ze strony internetowej Muzeum Narodowego tamże. Zapraszamy na tę wystawę, naprawdę warto ją zobaczyć.
My za to uczynimy to, czego żadne muzeum na świecie i żadna galeria nigdy uczynić nie potrafi: pokażemy Państwu - którzy jesteście dokładnie tam, gdzie jesteście, zapewne daleko od Świętego Marcina – pokażemy Państwu z bardzo bliska parę wybranych obrazów, które dzisiaj są jeszcze wystawione w Poznaniu, ale które już wkrótce stamtąd znikną i znów powrócą do miejsc swojego stałego piękna: do Warszawy, Łodzi i Płocka. Do Krakowa. Pokażemy je tak, abyście mieli Państwo nieprzeparte wrażenie, że stoicie naprzeciw tych płócien i przybliżacie twarz, aby dostrzec ich ukryte z daleka szczegóły: pracę pędzla malarza, gęstość nałożonej farby i delikatne rysy na werniksie. Tutaj zatrzymamy na nich CZAS dla Państwa: przez chwilę.
Maksymilian Gierymski, malarz i rysownik osiadły w Monachium, najwybitniejszy przedstawiciel tzw. szkoły monachijskiej i prekursor realizmu w malarstwie polskim drugiej połowy XIX w. Urodził się w 1846 w Warszawie, zmarł w 1874 w Bad Reichenhall. Na rok przed śmiercią namalował jeden ze swych najsłynniejszych obrazów: Patrol powstańczy. To wbrew pozorom scena pełna dramaturgii i ukrytej symboliki: gdzieś w oddali czujne oczy powstańczych zwiadowców dostrzegają wroga. Jeden z żołnierzy śpieszy uprzedzić współtowarzyszy z oddziału, na twarzach pozostałych widać niepokój i narastające napięcie. Czy zostali zauważeni, czy są już otaczani i czy dojdzie do walki? Znamienna jest wśród żołnierzy postać bezbronnego wędrowca: czy to przypadek, że znalazł się na tej drodze? Co myśli w tej chwili?
Stanisław Witkiewicz (1851 – 1915): malarz, pisarz i architekt, także krytyk i teoretyk sztuki. To on po powrocie z Monachium w 1875 roku wynajął w warszawskim Hotelu Europejskim pralnię i uczynił z niej pracownię malarską; pracowali w niej między innymi Józef Chełmoński i Adam Chmielowski, a przewijali się przez nią niemal wszyscy wielcy ówczesnej polskiej sztuki: wśród nich m.in. Helena Modrzejewska, Bolesław Prus i Henryk Sienkiewicz. Jednym z pierwszych namalowanych wtedy w nowej pracowni płócien była ‘Orka’.
Jedenaście lat później Witkiewicz mieszkał już na Krupówkach i był duszą ówczesnej zakopiańskiej bohemy: gościł tam też jeszcze innych luminarzy polskiej sztuki - Tadeusza Micińskiego, Stefana Żeromskiego, Władysława Orkana, Leona Wyczółkowskiego i Jacka Malczewskiego.
Zapraszam do Florencji: jedną z jej urokliwych uliczek wieczorową porą namalował kiedyś Stanisław Janowski (1866 – 1942). A może to nie zmierzch, tylko wczesny poranek i w powietrzu wyraźnie wyczuwamy zapach ukwieconych drzew? Może to właśnie jest maj, czas odwiecznego rozkwitania – starszego nawet od opoki piotrowej?
Dwie są znakomite sceny tańca, które chcę Państwu dzisiaj pokazać spośród wielu dzisiaj w Poznaniu: pierwsza to Krakowiak Włodzimierza Tetmajera z 1889 roku, charakterystyczny dla jego stylu obraz pełen nie tylko postaci ludzkich i dramaturgii ruchu, ale i kontrastowych plam kolorystycznych, dopełnień barwnych i wysmakowanych tonacji zamykających całą kompozycję. Czy ten styl nie przypomina Państwu kogoś, kogo prezentujemy często na naszym portalu?
Druga jest jeszcze bardziej znamienna: o sześć lat młodsza Kołomyjka Teodora Axentowicza (1859 – 1938), dzieło niepospolite, namalowane w Paryżu i wielokrotnie potem przez artystę transponowane w różnych technikach: niezwykłą ‘dynamikę żywiołowego tańca i wirowy ruch par sugestywnie oddaje w "Kołomyjce" szybki, spontaniczny dukt pędzla szkicowo wydobywający formy o zatartych konturach, podporządkowane kolorystycznemu trójdźwiękowi bieli, brązów i czerwieni.’ (Irena Kossowska, Culture.pl).
Zapraszamy Państwa jeszcze dzisiaj na nostalgiczną ‘Jesień. Pasterkę’ Jacka Malczewskiego z 1890 roku. Po bujnej w swym rozkwicie wiośnie przychodzi zawsze gorące lato: wszystko jest wtedy już dojrzałe i pełne, wyczekujące odwiecznego rytuału spełnienia; a potem przychodzi czas powolnego ostygania: jakże wspaniale te przemiany słyszymy też u Vivaldiego. Nieuchronnie przychodzi wtedy pożegnanie lata: natura nadała mu w polskim języku miano ‘Babiego lata’.
Ale o wielkich dziełach Józefa Chełmońskiego prezentowanych w Poznaniu opowiemy Państwu dopiero jutro.
|