|
Od stycznia do kwietnia trwała w Royal Academy of Arts w Londynie wystawa twórczości Vincenta Van Gogha – pierwsza tak obszerna w Wielkiej Brytanii od czterdziestu chyba lat. Była to wystawa szczególna: ukazywała ona znakomicie niezwykły, wszechstronny i dozgonny związek, jaki u Willema łączył jego sztukę z jego słowem pisanym. Jego malarstwo, rysunek i grafikę – z jego listowną korespondencją.
Pokazanych zostało ponad 35 oryginalnych listów Vincenta Van Gogha – bardzo rzadko udostępnianych publicznie ze względu na wrażliwość papieru na światło i jeszcze większą wrażliwość skreślonych na nim słów i obrazów: ze względu na ryzyko ich niezrozumienia i zlekceważenia; na ryzyko czyjegoś przemilczenia, obojętności i niechętnego wzruszenia ramionami.. Bo przecież dla ludzi samotnych, a takim bez wątpienia był prawie zawsze Vincent Van Gogh – dla ludzi, którym nie jest dane cieszyć się na co dzień bliskością Najbliższych, z którymi mogą rozmawiać otwarcie o wszystkim, co cieszy i boli – pisanie listów stanowiło zwykle namiastkę tego intymnego kontaktu, jedyną formę rozmowy i jedyny wyraz tej nieustającej wciąż bliskości. Dzisiaj, w dobie internetu i telefonów komórkowych, przekazywanie własnych słów komuś odległemu w czasie i przestrzeni nie stanowi już technicznie zbyt wielkiego problemu. Nie jest problemem dzielenie się na odległość naszymi myślami i pragnieniami; naszą radością, smutkiem i tęsknotą. Bo problemem największym pozostaje zawsze to, czy nasz telefon zostanie odebrany, czy nasz e-mail będzie w ogóle przeczytany przed skasowaniem i czy na nasz SMS doczekamy się kiedyś jakiejkolwiek reakcji. Ale pod tym względem Vincent Van Gogh był człowiekiem szczęśliwym: na swe listy otrzymywał niegdyś odpowiedzi. Poza odpowiedzią na ostatni – ale tego już wysłać nie zdołał.
Na wystawie zobaczyć można było również 65 obrazów olejnych Willema i prawie 30 jego rysunków: o nich wszystkich Vincent Van Gogh pisał w swych listach, a niektóre nawet w nich szkicował. A pisał do stosunkowo wąskiego i stałego grona odbiorców: głównie do brata Theo, do siostry Willemien i do znajomych artystów - Antona van Rapparda, Emile Bernard’a i Paula Gauguin. Pisał o malarstwie, o literaturze, o porach roku w przyrodzie i o tym, jak pięknie wyglądają prowansalskie pola po deszczu. O sobie, swojej pracy i swoich kłopotach finansowych, o swych marzeniach o sukcesie i o czymś, do czego tęsknił chyba najbardziej: o tej największej z możliwych w życiu bliskości. O przyjaźni, uczciwości i szczerości. O chorobie. O swym wymarzonym Żółtym Domu.
Za życia Vincenta Van Gogha świat kupił tylko jeden jego obraz: Czerwoną winnicę. Było to w marcu 1890, na parę miesięcy przed śmiercią artysty.
Zapraszamy do naszej galerii WILLEMA. Tam jest to wszystko, o czym tutaj piszemy.
|