|
Od Fra Angelico do Leonarda Arcydzieła z Galerii Uffizi we Florencji rysunki włoskiego Renesansu
The British Museum, Londyn 22 kwietnia – 25 lipca 2010
Żaden współczesny papier nie wytrzymuje chyba próby czasu. Proszę spojrzeć na swe listy (??) i zapiski sprzed lat - i na zdjęcia, których kolory bledną i jawią nam się dzisiaj zupełnie inne, niż kiedyś. Ginie gdzieś ostrość wszystkiego i odchodzi w słodką niepamięć, zacierają się kontury i znikają szczegóły: czasami nawet mylą się nam twarze, słowa i znaczenia. Dlatego niekiedy bardzo ryzykowne jest przyglądanie się czemuś, co zostało utrwalone parę chwil temu: poprzedniej nocy podczas pełni, rok temu, przed dziesięciu laty. Może okazać się, że oglądamy już coś zupełnie innego. Coś najzupełniej obcego.
Ale na szczęście inaczej jest chyba z piętnasto- i szesnastowiecznym papierem, na którym kiedyś – bardzo, bardzo dawno temu – mistrzowie włoskiego renesansu nanosili ołówkiem, węglem i kredą wszystko to, co mieli szansę wtedy zobaczyć i co chcieli uwiecznić.. Chyba właśnie dzięki tym niezwykłym własnościom rzeczy dawno minionych, teraz – po tylu wiekach – możemy nadal oglądać ich dzieła jakże świeże i ostre..
Na kończącej się właśnie wystawie w londyńskim British Museum zobaczymy rysunki największych mistrzów włoskiego renesansu: Leonarda da Vinci, Sandro Botticelli’ego, Fra Angelico, Tycjana i Andrei del Verocchio. Wielu jeszcze innych. I tej wystawie nie przeszkodzą żadne najbardziej nawet osobliwe protesty i happeningi: to piękno, które jest tam pokazane - jest wspaniałe. Jest prawdziwe i ponadczasowe.
Największe wrażenie wywarły na mnie niewątpliwie trzy przewspaniałe portrety kobiet: każdy z tych pięknych i delikatnych rysunków ukazuje niezwykłą głębię i ostrość widzenia twórcy w zetknięciu z tajemnicą twarzy swej młodej modelki. W każdym z nich wyczuwa się wyraźnie to, czego twórca narysować zapewne nie chciał…
Andrea del Verrocchio - pierwszy mistrz Leonarda da Vinci, w którego florenckiej pracowni czternasto- a może piętnastoletni chłopak podjął swe artystyczne nauki – zachwycił mnie najbardziej swą ‘Głową kobiety’, znakomitym w swym nastroju rysunkiem wykonanym węglem. Nie wiem doprawdy, co jest w tym portrecie piękniejsze: czy kunsztownie upięte włosy kobiety, czy jej wpół przymknięte oczy, czy też usta; one to swą stanowczością zdają się się dawać odpór najmocniejszym nawet wówczas pokusom oglądającego.
Portret młodej kobiety Tycjana – biała i czarna kreda na błękitnym papierze, około 1510 – jest zgoła inny. Usta tej kobiety nie są już tak surowe i wszystko co najistotniejsze na tym portrecie, jest skupione w jej oczach: ona spogląda uważnie, ale nie odpychająco; jest w swoim spojrzeniu ostrożna, ale i dyskretnie ciekawa tego, co może się teraz wydarzyć. A może nawet oczekuje na coś ?
I wreszcie portret Nieznajomej Kobiety Leonarda da Vinci: jeden z pierwszych wielkich rysunków Mistrza nad Mistrzami, który zyskał sobie najwyższe uznanie surowego nauczyciela, Verrocchia. Powstał w latach siedemdziesiątych XV wieku, nie wiemy dokładnie kiedy – ale za to za sprawą nieocenionego Giorgio Vasari możemy się domyślać, w jakich to okolicznościach doszło do artystycznego poczęcia tego obrazu. A były one ponoć bardzo szczególne…
Oto któregoś lipcowego wieczoru we florenckiej pracowni Veroccchia pozostało już tylko dwóch bardzo młodych adeptów sztuki: niespełna dwudziestoletni Leonardo i o parę lat starszy od niego Pietro Perugino. Zadaniem Leonarda na ten wieczór było dopracowanie szczegółów lewej nogi klęczącego anioła na obrazie Verrocchia ‘Chrzest Chrystusa’ , natomiast Perugino miał ci oto nieco przyjemniejszą pracę: miał wreszcie zakończyć przedłużające się – zupełnie nie wiedzieć czemu – szkicowanie pewnej młodej kobiety w pięknej narzeczeńskiej sukni, za której portret Verrocchio już dawno zainkasował od jej ojca zwyczajową połowę ceny. Tak więc, chcąc nie chcąc – i owa piękna Florentynka tam wtedy z nimi dwoma była.
I nieuchronnie wtedy to młody Leonardo zobaczył w swej nieprzebranej artystycznie wyobraźni scenę, którą potem ukradkiem utrwalił, rozwinął i zakończył: błękitnymi cieniami na powiekach i brwiach młodej narzeczonej, jej zastanawiająco niedomkniętym wargom i oczom, które coś wtedy bardzo, bardzo niezrozumiałego chyba przeżywały.. Ale był wtedy naprawdę bardzo młody i na tym rysunku nie potrafił jeszcze prawidłowo zamieścić ścieżki głosowej tej sceny..
Zapraszamy.
8 kwietnia 1476 roku, chyba już całkiem sporo po tym wieczorze, 24-letni Leonardo da Vinci, zostaje oskarżony o niedozwolony stosunek homoseksualny ze swym męskim modelem, Jacopo Saltarelli. Po procesie zostaje uniewinniony.
Nigdy nie wiemy, o co zostaniemy oskarżeni w ciągu naszego życia i dlaczego. Ale portrety, które tworzymy - pozostają zawsze świeże i prawdziwe. Bez względu na papier, na którym zostały utrwalone.
|